wtorek, 28 maja 2013

Wampiryczne kino Jeana Rollina






"Zapachy są jak wspomnienia, osoba wyparuje, ale pamięć pozostaje"


Wampiryczno-erotyczne filmy Jeana Rollina od swych pierwszych pokazów w paryskich kinach budziły skrajne emocje, od zachwytu po totalne obrzydzenie. Wprowadzając postać wampirzyc - erotomanek, w pełnej kolorystyce technicoloru, filmy Francuza były dużym novum na scenie horroru ówczesnych lat. Dość powiedzieć, że postać wampira kojarzyła się  wtedy ludziom z mówiącym po węgiersku-angielsku Belą Lugosim, wampirem - dżentelmenem, oraz pewną staroświeckością dekoracji. Boom na Hammer Horrory pod koniec lat 50-tych spowodował otwarcie furtki na ukazanie nowej postaci wampira - pełnego przemocy, ale i erotyzmu, nieskrępowanego niczym, niepohamowanego nadczłowieka. Samouk Rollin zaczął swoją przygodę w krainie filmowego horroru właśnie od debiutu w tematyce wampirycznej, która pozostała jego domeną aż do końca kariery. 



Le Viol du Vampire (Rape of the Vampire, 1968) - to podzielona na dwie części impresja na temat wampiryzmu, na poły surrealistyczna, momentami mająca niewiele wspólnego z logiką. Wydarzenia pierwszej części filmu dzieją się w starym, opuszczonym wiejskim dworze, gdzie znajdują się cztery wampirzyce, które mają być "uleczone" z tej dolegliwości. Druga część to już prawdziwie nieokiełznane kino surrealistyczno-wampiryczne z przewodzącą wszystkim Królową Wampirów i jej pomocnikami pośród bardzo chaotycznej fabuły. Pojawiają się pierwsze ujęcia plaży w Dieppe, ulubionego filmowego miejsca Rollina, zaś całości przewodzi mocno kakofoniczna, psychodeliczna muzyka Francois Tusquesa. Widać w filmie pewną teatralność, mimo to jest to jednak odważne, bezkompromisowe kino, z ciekawym kadrowaniem, choć słabym montażem. Film ten stał się zaczątkiem i zarazem wyznacznikiem późniejszej twórczości reżysera.
Debiut wywołał niemałe poruszenie wśród francuskich widzów, nierzadko oburzonych, a w skrajnych przypadkach opuszczających kina, lub też wywołujących w nich awantury. Trudno powiedzieć, czy Rollin chciał takiej reakcji publiczności, przysporzyła mu ona jednak pewnego rodzaju niesławy i etykiety "trudnego reżysera". 

Kolejny obraz wampiryczny La Vampire Nue (The Nude Vampire - 1969), to już w pełni kolorowe dzieło, odrealniona impresja na temat wampiryzmu, ze wspaniałymi kostiumami, a w szczególności maskami zwierząt, które noszą filmowe postacie. To właśnie te maski są najbardziej zapadającymi w pamięć elementami z całego obrazu, którego niejasna fabuła stanie się pretekstem do mniej lub bardziej wyszukanych scen, w których do głosu dochodzi niesamowita wyobraźnia Rollina.

Trzecim w kolejności filmem wampirycznym Rollina było Le Frissons des Vampires ( The Shiver of the Vampires - 1970). Film ukazuje podróż nowożeńców, Isle i Antoine'a, do kuzynek kobiety, które umierają przed ich przybyciem. Mimo to młoda para zamieszkuje w zamku, gdzie zaczynają spotykać ich dziwne wydarzenia. Szczątkowa fabuła jest dla reżysera ledwie pretekstem do ukazania kiczowatych, a niekiedy i pełnych wizjonerstwa scen ( kobieta wychodząca ze starego zegara, atak książek na człowieka). Po wspaniałym, mocno klimatycznym prologu w sepii, Rollin ukazuje nam swoje zamiłowanie do detali (świece, pochodnie, czaszki, trumny), częste użycie kolorowych filtrów ( tutaj zasługa operatora filmu Jean - Jacquesa Renona), oraz wspaniałe, nietypowe ujęcia znad głowy, czy ujęcie 360 stopni. Kolejny raz muzyka, tym razem zespołu Acanthus, kreuje niesamowity, bliski progresywnego rocka klimat. Film był zdecydowanie najlepszym z dotychczasowych.

Le Frissons des Vampires


Późniejszy o rok Requiem pour un Vampire opowiada o dwójce młodych dziewcząt, które uciekając przed tajemniczymi prześladowcami trafiają do zamku, w którym mieszka pragnący przedłużyć ich kosztem swój żywot wampir. Intryga jest wielce niespójna, służy ukazaniu kilku erotyczno-sadystycznych scen, z których najpopularniejszą jest biczowanie nagiej kobiety. Z całej serii filmów Rollina ten uważam za najmniej udany, pozbawiony tajemnicy i mroku reszty jego wampirycznych obrazów; kilka ujęć cmentarza nie zadowala, pośród całej serii mniej lub bardziej udanych scen tortur. Wesoła, "pląsająca" muzyczka nie tworzy specjalnego klimatu, sytuując obraz daleko od klimatycznego horroru. W stosunku do Le Frissons des Vampires i całego jego sztafażu, Requiem... stanowiło krok w tył. Na szczęście następny film był wyraźną zwyżką formy.

Ukoronowaniem pierwszego okresu stał się Levres de Sang (Lips of Blood - 1975), zdecydowanie najpełniejszy pod względem fabularnym obraz z ciekawą intrygą i puentującym całość zakończeniem. Poznajemy historię Frederica (Jean-Loup Philippe), poszukującego ruin zamku, których zdjęcie zobaczył na przyjęciu towarzyskim, a które to ruiny powodują u niego powrót wspomnień z dzieciństwa. Mężczyzna pragnie odnaleźć zamek, oraz dziewczynę, która zaopiekowała nim się, gdy jako mały chłopiec zabłądził jego pobliżu. Trop wiedzie go do opuszczonej krypty, skąd przypadkiem uwalnia pogrążone we śnie wampirzyce, które pomogą mu w dotarciu do celu i odnalezieniu własnego przeznaczenia. Film ten doskonale sumuje treści i motywy obecne w twórczości Francuza, dzięki przejrzystej fabule pozostając jego najbardziej popularnym dziełem w wampirycznej tematyce. Kolejny raz powracają znajome ujęcia nadmorskiej plaży, sentymentalizm miesza się z kiczem, a kolorystyka pozostaje bajeczna, wręcz nierealna. Sam reżyser uważał scenariusz do niego za najlepszy w swojej karierze.(1)

Po serii filmów porno nakręconych pod różnymi pseudonimami (Michel Gentil, Robert Xavier), oraz pierwszym francuskim filmie o zombie, Les Raisins de la Mort (Grapes of Death), Rollin powrócił do kina wampirycznego wspaniałym Fascination, obok Levres de Sang i Les Frissons des Vampires, najlepszym  obrazem w twórczości reżysera. Po prologu, dziejącym się w rzeźni, gdy spotykają się arystokratki, pijąc świeżą krew z wołu, która ma leczyć anemię, przechodzimy do historii złodziejaszka Marka (Jean-Pierre Lemaire), uciekającego przed swymi kolegami z walizką pełną złotych monet. Trafia on do dworu, w którym rządzą dwie lesbijki-wampirzyce, oczekując na kolejną ofiarę. Po serii erotycznych zdarzeń, Eva (Brigitte Lahaie) wymordowuje bandę ścigającą Marka, tylko po to, by w wielkim finale mieć go tylko dla siebie i markizy, która dociera wieczorem do dworu. 
Intryga związana z legendą o piciu krwi w celach zdrowotnych kolejny raz stała się dla Rollina pretekstem do ukazania wysmakowanych, świetnie kadrowanych ujęć (taniec dwóch wampirzyc w prologu), oraz naturalnego piękna Brigitte Lahaie, ukazującej swoje wdzięki. Do historii przeszła scena, w której półnaga zaprowadza krwawy porządek przy użyciu kosy. Oniryczność scen przefiltrowanych przez pełne czerwieni ujęcia, ich niespieszność, klimat, ukazują nam dekadencki, pełen melancholii świat Rollina, gdzie logika ustępuje miejsca pewnego rodzaju transowi, zatraceniu się w świat marzeń. Film stał się pożegnaniem reżysera z wampirzymi tematami na długie lata; swego rodzaju podsumowaniem dotychczasowej twórczości.

Prolog Fascination


Do wampirycznych historii powrócił dopiero w 1997 roku filmem Les Deux Orphelines Vampires (The Two Vampire Orphans), powstałym na podstawie własnego opowiadania pod tym samym tytułem. Film niestety nie olśniewał, będąc obrazem bardzo nierównym, słabszym od jego najlepszych dzieł. Fabuła ukazująca przygody dwóch ślepych za dnia, zaś widzących w nocy tytułowych wampirzyc-sierotek wydaje się dość pretensjonalna, co jednak na tle innych dzieł Francuza nie może być zarzutem. Mamy w filmie kilka świetnych, typowo "Rollinowskich" scen, jest świetnie dobrana muzyka, niezłe użycie niebieskich i czerwonych filtrów, jednak brak jest magii i melancholii, przepełniających wcześniejsze obrazy Francuza. Ostatni w karierze reżysera La fiancee de Dracula z 2002 roku,w którym śledzimy przygody profesora (Jacques Orth), który tropiąc wraz ze swym uczniem wampiry i inne mroczne istoty, trafia do posiadłości zamieszkanej przez zakonnice, niekoniecznie chcące służyć Bogu, to mocno surrealistyczny obraz, pełen niedopowiedzeń; szalona mieszanka kina wampirycznego z nunsploitation, reżyserska "jazda bez trzymanki", napędzana ciekawą, momentami cudownie chóralną muzyką Phillippe D'Arama. Świetny obraz wspaniale podsumowujący kino Francuza, z wieloma odniesieniami do własnej twórczości ( i z piękną, nadal nie bojącą się prowokacji Brigitte Lahaie). Finałowe sceny, dziejące się na ukochanej przez reżysera plaży w Dieppe to jedne z najdzikszych fantazji nakręconych przez niego. 

Filmy Jeana Rollina to wspaniała uczta dla kinomanów zakochanych w kinie klasy "B", kinie wampirycznym, gdzie nie liczy się szybka akcja, niezliczona ilość krwawych efektów specjalnych. To oniryczne kino wymagające spokoju, ciszy, ale i przymrużenia oka na niedoskonałości fabularne. Filmy, w których można zatopić się, dając się unieść ich melancholijnemu i nieco sentymentalnemu klimatowi. Nierzadko wizjonerskie sceny z filmów Francuza pamięta się latami, wracając do nich, pławiąc się w ich klimacie. Kino w Polsce praktycznie nieznane, wymagające odkrycia, stojące na przeciwnym biegunie do współczesnych trendów w horrorze. Kino, które wymaga więcej, niż krzywdzącej opinii Andrzeja Kołodyńskiego z jego studium "Seans z Wampirem", gdzie pisał : "Tani erotyzm i sadyzm podane są w poetyckim sosie, co w doborze środków filmowych oznacza obfitość zwolnionych zdjęć i panoramy niekończących się, rytualnych pochodów" (2), kierując w późniejszym zdaniu reżysera ku nowemu zajęciu : prowadzeniu sex-shopu. Mam jednak świadomość, iż kino tego typu jest raczej kierowane do fanatyków wampiryzmu w kinie, ale i poszukiwaczy czegoś nowego : nielinearnej akcji, mnogości panoramicznych, spowolnionych ujęć, dających się unieść reżyserskiej wizji.

Celem pogłębienia informacji o reżyserze osobom zainteresowanym ze swojej strony mogę polecić znakomity blog w języku angielskim, prowadzony przez Jeremy'ego Richey'a, dotyczący wszystkiego, co stworzył Rollin, często uzupełniany świeżymi informacjami o nowych wydaniach jego filmów na DVD, wywiadami, oraz ogólnie, recepcją dzieł Francuza na świecie: http://requiemforjeanrollin.blogspot.co.uk/


(1) http://www.mondo-digital.com/jeanrollintalk.html
(2) Andrzej Kołodyński: "Seans z Wampirem", str. 140. Warszawa 1986.

haku

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz