Po ciężkim tematycznie eseju o włoskim kinie gatunkowym, pora na coś lżejszego. Trzy filmy idealne na niedzielę. Albo na każdy inny dzień tygodnia. W zależności kto, kiedy i czy postanowi poświęcić na nie swój czas. Jeden ze Szwecji, dwa z Hongkongu, które jakoś nie miały większego szczęścia do widzów.
To Live and Die in Mongkok (2009), reż. Wong Jing, Billy Chung
Wong Jing to niezwykle płodny filmowiec, nakręcił grubo ponad 100 filmów, które w większości były adresowane do masowego odbiorcy, któremu zapewniał rozrywkę na najprostszym poziomie. Znany ze stachanowskiej produkcji kolejnych filmów, pracuje nieraz równocześnie nad kilkoma projektami, korzystając z pomocy licznych asystentów, stąd później jego obrazy często mają dwóch reżyserów. W przypadku Wong Jinga ilość nie przekłada się na jakość, dlatego stał się w ostatnich latach częstym obiektem drwin ze strony krytyków, bezlitośnie oceniających jego filmy, zarzucających mu "mcdonaldyzację" kina. A im filmy Wonga gorzej radziły sobie wśród publiczności, tym ataki były mocniejsze. Dość powiedzieć, że złote czasy Wong Jinga minęły, ale jakoś utrzymuje się on w hongkońskim przemyśle filmowym. "To Live and Die in Mongkok" to schematyczny thriller. Główny bohater Fai, kiedyś legendarny członek triady, skazany na dożywocie za zabicie rywali z konkurencyjnego gangu, wychodzi na wolność po 30. latach, ze względu na rozwijającą się chorobę psychiczną. W trakcie odsiadki nabawił się schizofrenii i rozdwojenia jaźni. Na ogół jest cichym i spokojnym człowiekiem, ale gdy znajduje się w sytuacjach stresowych, wtedy do głosu dochodzi jego o wiele bardziej agresywna druga osobowość. Tak więc Fai wraca do Mongkoku, który w porównaniu do tego, co pamięta, bardzo się zmienił, jak to się mówi, poszedł z duchem czasu, stał się miejscem bardzo nowoczesnym. Zmieniła się także sytuacja, dziś byli koledzy Faia pragną rozdawać karty w miejscowym półświatku przestępczym, dlatego walczą między sobą o przywództwo. Fai chce zerwać z przeszłością, chce być normalnym zwyczajnym człowiekiem, bowiem musi opiekować się chorą na Alzheimera matką, ale im bardziej chce się trzymać na uboczu, tym bardziej wciągany jest w wir wydarzeń. Konkurenci o palmę pierwszeństwa starają się przeciągnąć go na swoją stronę, prześladowana prostytutka wraz z upośledzoną siostrą upatrują w nim swojego wybawiciela, a na domiar złego pojawia się policjant, który kiedyś aresztował Faia i absolutnie nie wierzy w jego czyste intencje, spodziewając się, że wróci do starego rzemiosła. Po raz kolejny okazuje się, że ucieczka od przeszłości naznaczonej zatargiem z prawem jest pozorna, nie jest ucieczką na zawsze. Prędzej czy później demony przeszłości wracają, a Mongkok dla głównego bohatera zarówno we śnie jak i na jawie staje się pułapką, kolejnym więzieniem, z którego nie może uciec. Tematyka oklepana, ale mimo wszystko można obejrzeć, choćby ze względu na scenerię Mongkoku oraz obsadę - reżyser zgromadził na planie pięcioro aktorów, zdobywców prestiżowych nagród, w tym Nicka Cheunga w roli głównej. No i gangster z rozdwojeniem jaźni starający się wyjść na prostą to coś niezwykle rzadkiego w kinie.
Exit (2006), reż. Peter Lindmark

I Corrupt All Cops (2009), reż. Wong Jing
Doskonały dowód na potwierdzenie masowej produkcji dokonywanej przez Wong Jinga, lecz w tym wypadku reżyserował w pojedynkę i wyszedł mu całkiem udany film, odbiegający od normy, do której reżyser przyzwyczaił. "I Corrupt All Cops" to ambitna próba zmierzenia się z ciemną historią Hong Kongu znajdującego się pod kontrolą Brytyjczyków. W latach 60 i 70. całe miasto spowite było pajęczyną korupcji, której wszystkie nitki zbiegały się w ręku Głównego Inspektora Chińskiej Policji Laka (Tony Leung Ka-Fai). Lak wespół ze swoimi trzema zaufanymi ludźmi tworzył gang u szczytu władzy, panując nad okolicą, ustalając zasady, pobierając od wszystkich przedsięwzięć procent dla siebie, a gdy policja nie potrafiła znaleźć sprawcy jakiejś zbrodni, typowała kogoś spośród niewinnych, kto szedł do więzienia. Przestępcy jakoś dogadywali się z policją, połączeni wspólnymi interesami, a cierpieli postronni, nie mogąc doprosić się sprawiedliwości. Ale każde Imperium musi kiedyś upaść, dlatego Brytyjczycy na początku lat 70. postanowili zrobić porządek, powołując specjalną jednostkę, która miała zająć się zwalczaniem korupcji. Konflikt interesów szybko doprowadził do bezpardonowej walki, w której żadna ze stron nie chciała odpuścić, jednak ostatecznie kryminalne przedsiębiorstwo Laka upadło. Poważnym problemem filmu jest to, że w zbyt krótkim czasie za dużo stara się pokazać, przez co niektóre rzeczy musiały zostać potraktowane bardzo skrótowo, po łebkach, nadmiernie wszystko uproszczając, toteż zamiast szerokiej panoramy ukazującej uwarunkowania epoki, mamy takie ledwie liźnięcie tematu, bardzo powierzchowne potraktowanie. Dominują ulubione tematy Wonga - władza, pieniądze, seks, kobiety, reszta jest swego rodzaju dodatkiem. Generalnie wyczuł co publika lubi, ale traktowanie innych wątków po macoszemu sprawia, że film nie wykorzystuje w pełni swego potencjału, przy lepszym ujęciu mógłby stać się wielkim hitem. Natomiast plusem jak to w filmach Wong Jinga jest obsada, oprócz wspomnianego Tony'ego Leunga są Anthony Wong, Eason Chan, Bowie Lam i piękne aktorki pokroju Kate Tsui, Liu Yang czy Natalie Meng Yao. Poważny wydźwięk filmu dotyczącego kwestii korupcji, ukazujący przy okazji kawałek nie zbyt chlubnej historii miasta, choć z pewnymi elementami komediowymi, co można od biedy podciągnąć pod miano satyrycznego ujęcia w obrazowaniu mitów tamtej ery.
No i nic nie widziałem. Wonga Jinga rzeczywiście ciężko oderwać od kamery. Trzaska po parę filmów rocznie. W 2008 roku spod jego ręki wyszło 8 tytułów.
OdpowiedzUsuń(literówka w pierwszym zdaniu) w To Live and Die in Mongkok
Zawsze to trzy kolejne tytuły na listę "Do nadrobienia" ;-)
UsuńFaktycznie pojawiła się literówka, dzięki za zwrócenie uwagi.
Z filmów Jing Wonga widziałem chyba tylko "City Huntera" (1993) z Jackiem Chanem. Momentami mocno przegięty i dziwaczny, ale moim zdaniem całkiem zabawny film z masą ciekawych pomysłów. Nie każdemu ten film przypadnie do gustu, nawet jak na Jackiego Chana jest to film aż do przesady kiczowaty i niekonwencjonalny. Ale jako parodia kina akcji sprawdza się wyśmienicie.
OdpowiedzUsuńA propos Tony'ego Leunga to warto podkreślić, że istnieje dwóch znanych aktorów o takim imieniu i nazwisku: Tony Leung Ka Fai i Tony Leung Chiu Wai. Ten drugi jest bardziej popularny dzięki występom u Wong Kar Wai, Johna Woo, a także "Hero" i "Infernal Affairs". Ten który zagrał w "I Corrupt All Cops" najbardziej jest znany z filmu "Kochanek" (1992) Jean-Jacquesa Annauda.
UsuńOczywiście, że można wspomnieć. Tak zwani Mały Tony i Duży Tony, przy czym ten "Duży" jest właśnie tym mniej znanym, choć ostatnio nadrabia zaległości w popularności występując w dobrze przyjmowanych filmach.
UsuńZ wymienionych słyszałem tylko o filmie "Exit" i jakoś mnie do siebie nie przekonał.
OdpowiedzUsuń