Rok 1973 był dla kina niezwykle płodny, być może był to jeden z najlepszych okresów w jego historii. Aby się o tym przekonać wystarczy spojrzeć na listę filmów pojawiających się w tym czasie na srebrnym ekranie. Samo tylko Hollywood dostarczyło kilkanaście perełek, które zapisały się w annałach.
I tak na przykład William Friedkin nakręcił "Egzorcystę", w "The Sting" George'a Roya Hilla po raz drugi i zarazem ostatni wystąpili razem Paul Newman i Robert Redford, którzy do tego stopnia oszukali Roberta Shawa, że ten najpierw próbował szczęścia starając się wymusić okup za porwany pociąg metra, a gdy to się nie udało, parał się polowaniem na rekiny u Spielberga. Clint Eastwood nakręcił swój pierwszy Western - High Plains Drifter - w którym sam się obsadził w roli głównej. Z grubsza rzecz biorąc zadanie miał proste, polegało ono na zemście i wystrzelaniu paru czarnych charakterów. Mniej więcej ten sam manewr powtórzył jako Harry Callahan, a jego przeciwnicy mogli się przekonać co znaczy "Siła magnum". Robert Altman wziął na warsztat literacką klasykę spod znaku Raymonda Chandlera - "Długie Pożegnanie" - Philipem Marlowem został Elliott Gould, a z filmu najbardziej zapadają w pamięć seksowne sąsiadki głównego bohatera.
A z kolei w "Strachu na wróble" Al Pacino wałęsał się z Genem Hackmanem po Ameryce, a później sam już jako "Serpico" po ulicach Nowego Jorku tropiąc korupcję w tamtejszej policji, co zakończyło się średnio, czyli imigracją do Szwajcarii, gdzie, jak wiemy od Orsona Wellesa, mógł podziwiać zegary z kukułką, będące wynikiem braterskiej miłości, demokracji i pięciuset lat pokoju. A propos ulic Nowego Jorku to nie każdemu mogą się spodobać, wie coś o tym Martin Scorsese, dla którego były to "Ulice nędzy". Coś w tym jest, jeśli wziąć pod uwagę los jaki spotkał w filmie Roberta De Niro. Więcej szczęścia miał Bruce Lee, gdyż jego "Wejście Smoka" było jednym z najbardziej kasowych filmów roku. Natomiast Brian De Palma pokazał światu "Siostry", zaś Steve McQueen chciał koniecznie uciec z Gujany Francuskiej. Problem w tym, że była to wyspa, a on nie był, niestety "Motylkiem" i musiał się przeprawiać po wodzie. McQueen liczył na pomoc Dustina Hoffmana, ale się przeliczył. Dlaczego ? Wystarczy spojrzeć na posturę Hoffmana i denka od butelek, które nosił na oczach, żeby się przekonać, czemu nic z tego partnerstwa nie wyszło.
"Pat Garrett i Billy the Kid" doszli do wniosku, że Dziki Zachód jest za mały na nich dwóch i tak powstała klasyka anty-westernu. Nie był to jedyny pojedynek, bo i Sam Peckinpah też walczył - alkohol to jeszcze lał w mordę, ale z producentami tak łatwo nie było. Jack Nicholson to przykład kogoś, kogo można określić mianem "badass", w związku z tym nie miał problemów, by wystąpić w postrzeganym jako bluźnierczy "The Last Detail". Tam wraz z Otisem Youngiem eskortowali do wojskowego mamra młodego żołnierza, który miał odsiedzieć osiem lat za kradzież czterdziestu dolarów, ale co sobie poużywali po drodze, to nikt im nie odbierze.
Tak to mniej więcej wyglądało. A piszę o tym, bo potrzebny był jakiś wstęp do zestawiania mniej znanych, a wartych obejrzenia filmów, które powstały w tym roku. Kino klasy B w sześciu odsłonach w najlepszym ujęciu z możliwych.
The Don is Dead, reż. Richard Fleischer

The Last of Sheila, reż. Herbert Ross

The Laughing Policeman, reż. Stuart Rosenberg

The Outfit, reż. John Flynn
Za błędy z przeszłości czasem trzeba słono zapłacić. Bracia Earl i Eddie Macklin mieli tego pecha, że okradli bank należący do chicagowskiej mafii, a ta takich niezwykła darować takich występków. Kiedy Earl (Rober Duvall) wychodzi z więzienia, dowiaduje się, że jego młodszy brat zginął w egzekucji, postanawia wziąć odwet na prześladowcach i dokonać zemsty. Do pomocy dobiera sobie starego kumpla Cody'ego (Joe Don Baker) i swoją dziewczynę Bett (Karen Black). Dużym atutem pozostaje bogactwo detali oraz realistyczne podejście do tematu, szczególnie wyeksponowane przy serii napadów rabunkowych dokonywanych przez Earla i Cody'ego na mafijnych przedsięwzięciach biznesowych. Żadnych sztuczek, żadnych ekstrawaganckich popisów, wszystko zachowuje cechy prawdopodobieństwa. W filmie pojawia się również w jednej ze swoich ostatnich ról w życiu Robert Ryan, który zazwyczaj grywał albo policjantów albo przestępców. Tutaj grał starego szefa mafii.
Shamus, reż. Buzz Kulik

Electra Glide in Blue, reż. James William Guercio

Genialny jest ten wstęp ;) Faktycznie wynika z niego, że rok 1973 to bardzo dobry rok dla kinematografii amerykańskiej. Wprawdzie powstały jeszcze takie klasyki jak "Nie oglądaj się teraz", "Dzień Szakala", "Człowiek Mackintosha" i najzabawniejsza wersja "Trzech muszkieterów", ale to już raczej reprezentanci Brytyjczyków, a nie USA.
OdpowiedzUsuńJa najbardziej lubię z tego roku "Papillona" z fenomenalnym McQueenem w roli głównej (moim zdaniem to jego najlepsza rola). Ale "Żądło" to też dla mnie film ważny, który oglądałem wielokrotnie i za każdym razem bawiłem się tak samo dobrze. Natomiast "Ulice nędzy" to niestety jedna z moich największych zaległości, które w najbliższym czasie muszę nadrobić.
Jeśli zaś chodzi o Twój zestaw mniej znanych filmów to widziałem tylko "The Outfit" (polski tytuł "Porachunki") - pamiętam że mi się podobał, ale muszę go sobie przypomnieć.
Celowo ograniczyłem się tylko do filmów z USA, z europejskich to oprócz "Dnia Szakala", "Człowieka Mackintosha" to listę można by wydłużyć m.in. o: "Day for Night" Truffauta, "Dwóch ludzi w mieście", "Wielkie żarcie", nawet o "Żyj i pozwól umrzeć", gdzie Walthera PPK-a Moore przejął od Connery'ego i bohatersko acz z dostojeństwiem angielskiego gentlemana walczył z krokodylami w Luizjanie.
OdpowiedzUsuńTeraz by się taki rok przydał... z wymienionych nie widziałem ,,Sheili'' i ,, Shamusa'', a ,,Dona'' potwornie dawno, mało co z niego pamiętam. Ale Fleischer się wtedy z filmu na film coraz bardziej wyrabiał: o rok póżniejsze ,,Mr. Majestyk'' i ,,Spike's Gang'' były całkiem spoko i wcale nie trąciły starzyzną,a ,,Mandingo'' to już solidnie pozamiatał. ,, Roześmianego Gliniarza'' chętnie bym sobie odświeżył.
OdpowiedzUsuńZ amerykańskich filmów crime/action, to bym tu widział jeszcze : ,, Badlands'' ,, Walking Tall'' ,, Seven Ups'' i ,, Dillingera''.
A z europejskich ( ogólnie ), to oprócz oczywiście ,, Don't Look Now'' - ,, Wicker Mana'' ,, O' Lucky Mana'' ,,Il Bossa'' ,,Turks Fruit'' i ,, Revolver'' .
Na "Il Bossa" jak tylko uda się go namierzyć, to się skuszę, bo widzę, że w obsadzie i Silva i Conte.
UsuńNajlepiej od razu całą trylogię Di Leo, jak nie widziałeś.
OdpowiedzUsuńAno nie zachowałem rewolucyjnej czujności i umknął mi fakt, że to część trylogii, tym bardziej trzeba obejrzeć.
UsuńTe filmy nie łączą się w całośc, można oglądac osobno. Ze wszech miar warto : ,, Milano Calibro 9'' ,, La Mala Ordina'' ,, Il Boss''.
OdpowiedzUsuńPotwierdzam, że trylogia Di Leo to prawdziwa perła wśród licznych akcyjniaków lat 70.
OdpowiedzUsuńA z roku 1973 to oprócz "Mean Streets" koniecznie muszę jeszcze obejrzeć "Revolver" Sergia Sollimy.
Ten "Don Is Dead" też może być ciekawy. Filmy Fleischera zwykle przypadały mi do gustu, jestem szczególnie wielbicielem jego starego klasyka "Wikingowie". A wspomniany przez Simply'ego "Mr Majestyk" jest naprawdę bardzo dobry, dopasowany do swoich czasów, wcale nie widać aby nakręcił go reżyser ze "starego Hollywood".
Dodam jeszcze, że godnym polecenia filmem Fleishera jest thriller "Nie widząc zła" (1971) z Mią Farrow w roli niewidomej kobiety.
UsuńTo już druga "krucha" w sensie budowy aktorka występująca jako niewidoma, wcześniej Audrey Hepburn w "Wait until dark" (1967)
UsuńW sensie budowy, to jeszcze Uma Thurman w " Jennifer 8" i Leszek Długosz w "Trzeciej Części Nocy" ; Zatoichi z AK :D
OdpowiedzUsuńJeszcze kilka takich przykładów i materiał na tekst "Nietypowe kreacje znanych aktorek" gotowy ;)
OdpowiedzUsuńMożna też się pokusić o ranking niewidomych postaci ;)
OdpowiedzUsuńAudrey była znakomita w "Wait Until Dark", to jedna z jej najlepszych ról. Ale Mia Farrow też okay.
Niby tak. Rutger Hauer w "Ślepej furii" rywalizowałby o podium z Zatoichim ;)
OdpowiedzUsuńAlec Guinness w ,, Zabitym na śmierc'' go kasuje.
OdpowiedzUsuńracja, całkiem zapomniałem o nim - Jamesir Bensonmum
OdpowiedzUsuńswoją drogą wyborna komedia
... gdzie nie zabrakło też PRAWDZIWEGO jednookiego :D
OdpowiedzUsuń